fbpx

30 Mar 2020

Native speaker – kto to jest i dlaczego uczy angielskiego?

Wiele osób jest niezwykle dumnych z tego, że uczą się u native speakera. Szkoły, które zatrudniają Brytyjczyków, Amerykanów czy Australijczyków szczycą się tym, że ich lektorzy są native speakerami. Ale o co właściwie w tym chodzi i kto to jest ten native speaker?

native speaker

Kim jest native speaker?

Dosłownie, native speaker oznacza osobę, dla której dany język jest językiem ojczystym. Dla Polaka, będzie to język polski, dla Niemca – niemiecki. To dość prosta definicja, choć jej angielski odpowiednik brzmi lepiej – po polsku użylibyśmy frazy “osoba mówiąca w języku ojczystym”. Nie ma to już takiego ładnego brzmienia, prawda? Dlatego często dajemy się zwodzić temu ładnemu terminowi. Łacina zna ładne przysłowie – “quidquid Latine dictum sit, altum videtur”, co znaczy “cokolwiek powiesz po łacinie, brzmi mądrze”. Dlatego wpadamy w pułapkę hasła native speaker. Czemu pułapkę? Już tłumaczę.

Oto mamy możliwość uczenia się języka od kogoś, kto się w nim wychował. Kto operuje nim nie tylko w mowie i piśmie, ale także myśli w tym języku, śni w nim i ogląda filmy bez dubbingu albo napisów. I to, z pozoru, brzmi świetnie. Ale dlatego, że nie mamy w języku polskim zgrabnego odpowiednika tego hasła, myślimy o native speakerze jak o czymś niesamowitym. Sporo z tego, co znamy w obcym języku, brzmi lepiej. Spójrz na teksty niektórych piosenek, które świat pokochał, choćby na jedno lato. Ich teksty zwykle są tragiczne – ale uwielbiamy je nie tylko ze względu na chwytliwy rytm i melodię, ale także dlatego, że nie rozumiemy intuicyjnie, że brzmią jak nasze disco polo.

Dlatego właśnie “zajęcia z nativem” brzmią lepiej niż “zajęcia z lektorem”. Ale czy na pewno native jest lepszy niż lektor, który wychował się w Polsce?

kurs angielskiego online

Każdy native speaker ma przewagę…?

Intuicyjnie wydaje nam się, że to prawda. Bo mieszkał 30 lat w Londynie. Bo urodził się w Glasgow i tam skończył szkołę. Bo w Sydney czy Melbourne mówią przecież po angielsku, więc musi się znać.

Z góry podpowiem – to trochę tak, jakby ktoś powiedział “siedzę cały dzień w garażu, więc jestem mechanikiem”. Sprawa jest, niestety, nieco bardziej skomplikowana. Jako dzieci, zanim nasze półkule mózgowe podzielą się obowiązkami, chłoniemy język jak gąbki. Taka jest nasza natura. Nie wchodząc w tematy tabula rasa, albo gramatyki uniwersalnej Chomsky’ego, jako dzieci “łapiemy” język od naszych najbliższych, czyli rodziców, rodziny, przyjaciół. A teraz pora na szybki rachunek sumienia – ilu masz znajomych, którzy mylą “bynajmniej” i “przynajmniej”? Ile osób z Twojego otoczenia źle używa innych wyrazów, ile osób myli gramatykę?

Native speaker a lektor – dwie strony medalu

Jest jeden niepodważalny fakt – native ma pewną przewagę nad lektorem. Tą przewagą jest znajomość niuansów, detali, na które nie-native może nie zwrócić uwagi. Jako osoba nie tylko wychowana w języku, ale także w kulturze języka, native może zauważyć dużo więcej. Niejaki Martin Hewings – zmora niemal wszystkich studentów anglistyki – napisał wiele książek o takich użyciach języka, o których większości z nas nawet się nie śniło. Wyglądające na błędne, niewłaściwe użycia czasów (choć – ciekawostka – angielski ma jedynie dwa czasy, ale o tym kiedy indziej), nagle jawią się jako prawidłowe na native’a. W tym native ma przewagę, i to niezaprzeczalną. Native wie, że tak jest dobrze. I to wie intuicyjnie.

Ale intuicja to nie wszystko. Native, oczywiście, nierzadko wie lepiej. Ale dobrze dobrany lektor to też niebagatelna okazja do tego, żeby nauczyć się języka na niesamowicie wysokim poziomie. Sporo szkół języków obcych przyjmuje obcokrajowców tylko dlatego, że są… obcokrajowcami. Lektor, który pochodzi z Polski, musi zdać testy, mieć wykształcenie kierunkowe, musi biegle władać językiem. Te same szkoły nie dotrzymują tych samych standardów dla obcokrajowców. A to duży błąd.

Czy wujek Krzysiek mógłby być lektorem?

Oto pytanie, które powinniśmy sobie zadawać. Czy mój wujek, kuzyn, brat, moja dziewczyna, żona, przyjaciółka – dowolna osoba z twojego otoczenia, wybierz losowo – mogłaby naprawdę uczyć ludzi mojego języka?

To pytanie zapowiedziałem chwilę wcześniej. Ile znamy osób, które nie są w stanie napisać posta na Facebooku bez naruszania prostych zasad? Na co dzień mówimy – stety, bądź niestety – językiem potocznym. A ten niekiedy nie ma nic wspólnego z faktycznym językiem, z poprawnością gramatyczną czy semantyczną. Zrób eksperyment – zapytaj pięć osób ze swojego otoczenia, czy mówi się “półtora roku” czy “półtorej roku”. Jest bardzo prawdopodobne, że dostaniesz różne odpowiedzi – a to są niuanse, które na dłuższą metę wujek Krzysiek będzie musiał wytłumaczyć swoim studentom.

To kiedy Polak, kiedy native speaker?

Odpowiedź na to pytanie jest nieco bardziej skomplikowana, niż może się wydawać. Zarówno Polak (bądź lektor obojętnie, wbrew pozorom, z jakiego kraju), jak i native, są znakomitym rozwiązaniem – tylko na różne problemy.

Pierwszy problem to nauka języka jako takiego – zasad gramatyki, słownictwa,, ale także wymowy czy metrum mowy. Tutaj akurat nie ma żadnej różnicy, czy prowadzący zajęcia jest Polakiem, obcokrajowcem czy nativem z bardzo prostej przyczyny – kimkolwiek nie byłby Twój lektor, najlepiej takie zagadnienia wytłumaczy ktoś, kto ma wykształcenie anglistyczne. Ktoś taki wie nie tylko, jak użyć języka w jego najbardziej poprawnej formie, ale będzie też umiał wyjaśnić, dlaczego tak jest i wytłumaczyć to w taki sposób, żeby informacje miały sens. Jeśli zależy Ci na poznaniu sekretów i tajników języka, to lektor z wykształceniem kierunkowym – szczególnie, jeśli szkolił się pod kątem nauczania – będzie umiał zrobić to sprawniej niż ktoś, kto po prostu zna język.

Z drugiej zaś strony, jeśli nie zależy Ci na definicjach i teorii, bo masz już podstawy i mówisz sprawnie, ale niezbyt pewnie, to angielski z lektorem będącym nativem może być dla Ciebie idealny. Niektórym kursantom zależy na konwersatoriach – zajęciach skupionych na rozmowie na dany temat, a nie na szlifowaniu zasad gramatyki i interpunkcji, ortografii i składni. Szukaj kogoś, kto albo ma szerokie pojęcie o języku, czyli długo się go uczył, albo kto spędził długi czas w krajach, które tym językiem mówią. Ktoś taki zapewne intuicyjnie poznał język i wie, jak się mówi, a jak nie, więc dzięki niemu osiągniesz płynność wypowiedzi. Oczywiście, nie oczekuj, że nie będzie cię poprawiał – w końcu jego zadaniem jest mieć pewność, że nie tylko mówisz dobrze, ale i poprawnie.

Kto w takim razie jest lepszy?

Stara, złota zasada mówi: każdemu według potrzeb. Dobieraj lektora do tego, czego oczekujesz. Niektórzy będą potrzebować wyjaśnienia zasad gramatyki, na przykład – objaśnienia czasów, konstrukcji i innych niuansów. Inni z kolei mają opór przed mówieniem. Pamiętaj jedynie o jednej zasadzie – tak, jak nie każdy Polak mówi poprawną polszczyzną, tak nie każdy native mówi poprawnie w swoim języku. Upewnij się, że szkoła, którą wybierzesz, prowadzi – tak jak nasza – skrupulatną rekrutację i precyzyjnie dobiera swoich lektorów.

Ach, i jeszcze jedno – uważaj na akcenty! Lektor ze Szkocji i lektor z Australii mogą się nie dogadać… ale to już kwestia zdecydowanie mniejszej wagi.

nauka angielskiego online

Autor: Piotr Morawiec, Marketing Manager w TalkBack